Kontakt
Volkswagen Volkswagen Dostawcze Škoda Seat Cupra Mazda DS Automobiles Citroën Opel Peugeot Maxus Leapmotor MG
Autoryzowane salony i serwisy

Czy elektryki i hybrydy rzeczywiście stanowią większe zagrożenie wybuchem i pożarem, niż ich spalinowe odpowiedniki? Choć opinia publiczna na tak postawione pytanie często odpowiada twierdząco, badania i twarde dane mówią coś zgoła innego. Czy zatem musimy obawiać się akumulatorów zamkniętych pod maskami samochodów i uważać je za źródło nieszczęść?

Wymagająca droga elektryków

 

Od lat branża automotive musi zmagać się z mocno zakorzenionym poglądem, zgodnie z którym samochody hybrydowe i elektryczne stanowią zagrożenie. I choć obecnie świadomość tego tematu jest nieporównywalnie większa niż jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu, nadal słyszalne są głosy, iż elektryk = pożar. I to nie tylko wśród kierowców, ale także deweloperów czy osób, które zarządzają galeriami handlowymi.

Miejsca w parkingach podziemnych, a nawet ekspozycje reklamowe wciąż nierzadko są dla elektryków niedostępne. Auta tego typu są wręcz skazane na postój na świeżym powietrzu. Tak jakby zamknięta przestrzeń stwarzała optymalne warunki do pożaru.

W praktyce jednak nie ma żadnych podstaw, by twierdzić, że tak rozumiane zagrożenie jest realne.

„Biorąc pod uwagę dostępne dane oraz dotychczasowe doświadczenia operacyjne służb ratowniczych, nie ma podstaw, aby twierdzić, że samochody elektryczne stanowią szczególne, ponadstandardowe zagrożenie na parkingach podziemnych czy w galeriach handlowych. Do tej pory mieliśmy w Polsce w praktyce jeden potwierdzony przypadek pożaru samochodu elektrycznego w garażu podziemnym i warto podkreślić, że został on ugaszony sprawnie oraz bez eskalacji zagrożenia na cały obiekt” – mówi Albert Kania, Dyrektor Operacyjny F5A, podmiotu badawczego realizującego projekty na rynku nowej mobilności.

Jak często dochodzi do pożarów samochodów elektrycznych?

 

Wychodząc na chwilę poza parkingi podziemne i centra handlowe, warto podkreślić, że pożary z udziałem samochodów elektrycznych i hybrydowych są rzadkością. Jak wskazuje Raport Bezpieczeństwa Pożarowego EV, przygotowany przez Polskie Stowarzyszenie Nowej Mobilności i wydawany wspólnie z F5A i PSP, w całym 2025 roku odnotowano zaledwie 44 pożarów samochodów elektrycznych (BEV). Odpowiadają one zatem za zaledwie 0,46% przypadków pożarów aut w Polsce. [1]

Raport EV

Źródło: Raport Bezpieczeństwa Pożarowego EV, PSNM, F5A, PSP

Dane dotyczące ogólnej liczby pożarów, choć wskazują na ważną zależność, trzeba interpretować z pewnym zastrzeżeniem. W 2025 roku flota samochodów elektrycznych (BEV) kategorii M1 wyniosła 121 259 sztuk.[2] To nadal ledwie ułamek liczby pojazdów spalinowych, które jeżdżą po polskich drogach.

Inne światło na całą sprawę rzuca jednak kolejna statystyka, a mianowicie wskaźnik pożarów na 1000 zarejestrowanych pojazdów w 2025 roku. Wyniki prezentują się następująco:

  • Pojazdy spalinowe – 0,415
  • Pojazdy całkowicie elektryczne (BEV) – 0,362
  • Pojazdy hybrydowe (HEV i PHEV) – 0,082
  • Pojazdy wodorowe (FCEV) – 0,000[3]

Raport EV2Źródło: Raport Bezpieczeństwa Pożarowego EV, PSNM, F5A, PSP

Dane mówią jasno: elektryki wcale nie palą się częściej niż pojazdy spalinowe. Wyniki w obu przypadkach są naprawdę niskie! Z czego więc wynika opinia, o której wspominaliśmy na początku? Albert Kania widzi to w następujący sposób.

„Negatywne postrzeganie samochodów elektrycznych jako pojazdów rzekomo szczególnie podatnych na pożary w dużej mierze jest efektem sposobu, w jaki przez ostatnie lata kształtowana była narracja medialna wokół pojedynczych, głośnych zdarzeń losowych. Jeszcze stosunkowo niedawno niemal każdy pożar pojazdu elektrycznego stawał się tematem ogólnopolskich serwisów informacyjnych, często prezentowanym w tonie sensacyjnym i oderwanym od szerszego kontekstu statystycznego […]”.

Siła rażenia niesprawdzonych historii

 

Zaskakujące jest, w jakim stopniu pojedyncze przypadki zdarzeń z udziałem samochodów elektrycznych kształtują opinię publiczną. Jak wspomina Albert Kania, duży wpływ na postrzeganie elektryków mają także niesprawdzone i zniekształcone informacje.

„Przykładem może być głośna sprawa pożaru na parkingu przy ulicy Górczewskiej (w Warszawie – przypis autora), gdzie w pierwszych godzinach po zdarzeniu w przestrzeni publicznej funkcjonowała teza, że źródłem pożaru był samochód elektryczny, co natychmiast przełożyło się na silne emocje społeczne, poczucie zagrożenia oraz przekonanie, że nowa technologia niesie ze sobą wyjątkowo wysokie ryzyko.” – podkreśla Kania.

„Dopiero po kilku miesiącach trwającego postępowania wyjaśniającego ustalono, że przyczyna pożaru nie była związana z samochodem elektrycznym, jednak ta informacja nie przebiła się do opinii publicznej z podobną siłą jak pierwotne, błędne doniesienia. Brak szeroko zakrojonej komunikacji na etapie prostowania wcześniejszych informacji sprawił, że w świadomości społecznej utrwalił się fałszywy obraz zdarzenia, który do dziś bywa przywoływany jako argument w dyskusjach na temat rzekomej szczególnej niebezpieczności pojazdów elektrycznych” – dodaje.

Wciąż niewystarczająca wiedza na temat samochodów elektrycznych

 

PSNM w raporcie Polish EV Outlook wskazuje, iż do końca 2028 roku co szósty nowy samochód osobowy rejestrowany w Polsce będzie dysponował wyłącznie napędem elektrycznym (BEV – Battery Electric Vehicle). W 2030 roku ogólna flota elektryków w naszym kraju może dobić do 700 tys. pojazdów.[4]

Obecnie jednak (nieco ponad 120 tys. egzemplarzy)[5] udział aut w pełni elektrycznych (BEV) na polskim rynku samochodów nowych jest nadal bardzo niski – wynosi 7,2%. Według statystyk, w 2025 roku średni udział samochodów w pełni elektrycznych (BEV) w Unii Europejskiej wyniósł około 19%, podczas gdy średni udział hybryd (PHEV) wyniósł około 9%. Motorem napędowym nadal są Niemcy, Francja i Holandia, a Polska znajduje się w ogonie stawki.

Udział w rynku elektryków

Źródło: PODSUMOWANIE PSNM. Rok 2025 na polskim rynku nowej mobilności

Dlaczego pojazdów elektrycznych i hybrydowych na naszym rynku wciąż jest stosunkowo niewiele? Powodów takiego stanu rzeczy może być kilka – koszty zakupu, wciąż rozbudowująca się infrastruktura, a także pewne uprzedzenia wynikające z braku wystarczającej wiedzy na temat samochodów elektrycznych.

„W efekcie tego typu przekazów (jak te dotyczące pożaru na Górczewskiej – przypis autora) oraz powielanych uproszczeń postrzeganie samochodów elektrycznych zostało wyraźnie nadszarpnięte, a poziom obaw dotyczących ich bezpieczeństwa pożarowego systematycznie rośnie, mimo że dostępne dane i analizy nie potwierdzają, aby pojazdy tego typu stwarzały większe zagrożenie niż samochody z napędem spalinowym.

Opisany przypadek jest jedynie jednym z wielu przykładów pokazujących, w jaki sposób komunikowanie pojedynczych zdarzeń może w dłuższej perspektywie silniej kształtować opinię publiczną niż rzetelne statystyki i spokojna, oparta na faktach debata” – ocenia Kania.

To między innymi z takich historii biorą się stereotypy o sporej awaryjności pojazdów napędzanych energią elektryczną czy też o zagrożeniu wybuchem i pożarem. Rozwiązanie? Edukacja i podkreślanie danych pochodzących ze sprawdzonych, potwierdzonych źródeł.

Przyszłość samochodów elektrycznych w Polsce

 

Niemal siedmiokrotny wzrost liczby samochodów elektrycznych na polskich drogach w ciągu najbliższych czterech lat jest jak najbardziej możliwy. Wiele jednak zależy od tego, czy klienci będą mogli liczyć na kolejne wsparcie finansowe po programie NaszEauto, który zapewniał do 40 tys. zł dofinansowania do zakupu, leasingu lub wynajmu nowych samochodów elektrycznych kategorii M1.

Samochody elektryczne nowe

Źródło: PODSUMOWANIE PSNM. Rok 2025 na polskim rynku nowej mobilności

Obecnie nie wiemy, czy dotacja NaszEauto będzie kontynuowana, czy może zastąpi ją nowy program. Możliwość uzyskania dofinansowania do zakupu auta elektrycznego bez wątpienia miała pozytywny wpływ na zainteresowanie tego typu pojazdami. Jak zaznacza Albert Kania, w przekonaniu Polaków do pojazdów elektrycznych oraz hybrydowych pomóc może także łatwy dostęp do rzetelnych informacji. Swoją rolę do odegrania mają ponadto handlowcy.

„Jednym z kluczowych elementów zmiany społecznego postrzegania samochodów elektrycznych jest zapewnienie powszechnego dostępu do rzetelnych, regularnie aktualizowanych informacji […]

[…] Równie istotną rolę odgrywają sprzedawcy nowych pojazdów, którzy jako pierwsi mają kontakt z osobami zainteresowanymi zakupem i często mierzą się z obawami wynikającymi z nieprawdziwych lub niepełnych informacji na temat bezpieczeństwa pojazdów elektrycznych. To na tym etapie możliwe jest rzeczowe wyjaśnianie wątpliwości oraz odwoływanie się do danych i faktów, które pozwalają osadzić temat w realnych proporcjach” – tłumaczy Kania.

Czy zatem samochody elektryczne stanowią zagrożenie? Dotychczasowe dane tego nie potwierdzają. Wskazują one, że pod względem bezpieczeństwa śmiało możemy zestawiać je razem z pojazdami spalinowymi. Warto to podkreślać i przekazywać, ponieważ dzięki temu być może doczekamy się równego traktowania pojazdów o różnych napędach.

 

 

 

[1] Źródło:  https://psnm.org/2026/informacja/raport-bezpieczenstwa-pozarowego-ev-rok-2025-potwierdza-niska-skale-pozarow-pojazdow-elektrycznych-w-polsce/, dostęp: 26.02.2026

[2] Źródło: https://psnm.org/?raporty=rok-2025-na-polskim-rynku-nowej-mobilnosci-podsumowanie, dostęp: 19.02.2026

[3] Źródło: https://psnm.org/2026/informacja/raport-bezpieczenstwa-pozarowego-ev-rok-2025-potwierdza-niska-skale-pozarow-pojazdow-elektrycznych-w-polsce/, dostęp: 26.02.2026

[4] Źródło: https://psnm.org/2025/raport/ile-samochodow-elektrycznych-na-polskich-drogach-do-2030-r/, dostęp: 20.02.2026

[5] Źródło: https://psnm.org/?raporty=rok-2025-na-polskim-rynku-nowej-mobilnosci-podsumowanie, dostęp: 20.02.2026